poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Król.

Ach, pamiętam jeszcze ten moment, kiedy w podstawówce nauczyciel poprosił nas o przeczytanie "Małego Księcia"... Przeczytałam. Na początku,dlatego że była to krótka książka i dużo obrazków. Potem-bo fajna. Kiedy przyszedł dzień omawiania lektury ja byłam zachwycona. Nie rozumiałam, dlaczego większość dzieciaków z mojej klasy szeptało na korytarzu,tak żeby nauczyciel nic nie słyszał, że jest ona beznadziejna. Byłam zawiedziona. Pierwszy raz w życiu było mi przykro, że ktoś nie lubi książki, która była taka super. I tak zostało mi do tej pory. Przez te kilkanaście lat "Mały Książę" był ze mną i przeszedł przemianę- w mojej głowie.Dziś wiem, że do tej historii trzeba dojrzeć. Dopiero po kilkunastu latach zrozumiałam, że zwykły baobab, który porastał planetę nie był taki zwykły - był symbolem zła. A autor skrzętnie ukrył to przede mną, kiedy byłam dzieckiem. Teraz jestem już dorosła(niestety) i kiedy po raz kolejny zaczynam czytać tą książkę od nowa to rozumiem więcej i jest mi przykro. Przykro, dlatego że: próżni, geografowie, królowie, latarnicy, bankierzy i pijacy- oni istnieją naprawdę, nie są wymysłem Antoine`go.

To jedna z moich nielicznych książek, w których większość kartek podkreślona jest kolorowym zakreślaczem. W środku zawartych jest mnóstwo prawd. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz